Zbliża się koniec roku, a więc dla wielu czas na refleksje. Mnie też takie niedawno naszły. Spokojnie, nie podzielę się tu tymi dotyczącymi życia prywatnego, a jedynie tego, co jest tematem bloga. Choć tych zagadnień również jest sporo. Przeglądając nagłówki w Internecie i prasie oraz słuchając różnych źródeł, słyszę o potrzebie dbania o planetę, ekologicznych innowacjach i rewolucyjnych planach rządów dotyczących przyszłości całych społeczeństw. I zastanawiam się, czy to faktycznie zielona rewolucja, czy może ekościema?
Spis treści:
- Rewolucja na kółkach
- Ekologiczne ogrzewanie
- Eko Unia
- Nabici w butelkę
- Podsumowanie
Być może domyślasz się już, że dzisiejszy artykuł będzie raczej esejem skupionym na moich refleksjach odnośnie do zagadnień ekologicznych. Lub raczej powinnam napisać „ekologicznych”. Na blogu ukazał się co prawda już jakiś czas temu artykuł o greenwashingu, jednak dziś mam zamiar podzielić się swoimi przemyśleniami wynikającymi z chłodnej oceny rzeczywistości.
Jeśli jesteś ze mną już od dłuższego czasu, wiesz zapewne, że jestem miłośniczką zieleni i rozwiązań ekologicznych. Ale tych naprawdę ekologicznych. Jednocześnie nie przyjmuję skrajnej optyki, więc nie będę przyklejała się do asfaltu w obronie mrówek 😉 Tym bardziej wiele współcześnie promowanych i forsowanych pod płaszczykiem „dbania o środowisko i planetę” rozwiązań, budzi co najmniej moje wątpliwości.
Zdaję sobie również sprawę, że zgodnie z prawem Murphy’ego, kiedy opublikuję już gotowy artykuł i podcast, przyjdą mi do głowy dodatkowe spostrzeżenia i uwagi. Dlatego myślę, że temat ten nie jest zamknięty. Jednocześnie chciałabym, żeby stał się on impulsem do przemyśleń dla jego odbiorców. Sekcja komentarzy jest do Twojej dyspozycji. A teraz przejdźmy do meritum.
Rewolucja na kółkach
Jakiś czas temu świat obiegła bulwersująca wielu rewelacja Komisji Europejskiej. Chodziło o wprowadzenie zakazu rejestracji nowych samochodów spalinowych od 2035 roku. Wszystko jakoby pod płaszczykiem ekologii. Bo w końcu nie od dziś wiadomo, że transport przyczynia się w dużej mierze do zanieczyszczenia środowiska, szczególnie w kontekście dwutlenku węgla. Dochodzą co prawda jeszcze inne typy zanieczyszczeń z mikroplastikiem na czele, ale to zupełnie inna historia. Tym razem Komisja Europejska uznała, że samochody spalinowe (bo o tym rodzaju transportu tu mówimy) są szkodliwe dla klimatu. Z tym stwierdzeniem mogę się w stu procentach zgodzić. Jednak unijni biurokraci poszli dalej.

Pomysł na walkę z tym problemem polegał na zakazie rejestracji nowych samochodów spalinowych i oparcie transportu Unii na pojazdach elektrycznych. Nie wiem jak Ty, ale ja widzę tu olbrzymi problem. I to nie jeden.
Po pierwsze samochody elektryczne muszą na coś jeździć. A tym czymś jest prąd, który nie bierze się z powietrza. Gdyby teraz wszystkie pojazdy zamienić na elektryczne, europejska energetyka by tego nie wytrzymała. Nie mamy wystarczającej mocy. Ale można przecież takie samochody ładować z przydomowych paneli fotowoltaicznych i OZE. Jasne, tylko nie każdy ma dom z fotowoltaiką. Większość ludzi mieszka w końcu w miastach. Ponadto, biorąc za przykład polski system energetyczny, samochody elektryczne nie jeździłyby na ekologicznym prądzie, tylko na takim pozyskiwanym z węgla, gazu, czy innych spalanych paliwach (większość miksu energetycznego). Taki samochód faktycznie nie wyemituje CO2. Zrobi to za niego elektrownia. I gdzie w tym sens?
Druga kwestia dotyczy czystości ekologicznej tego rozwiązania. Budowa samochodu elektrycznego jest nieco bardziej skomplikowana niż tego spalinowego. Główny element, czyli bateria, wymaga m.in. zastosowania metali ziem rzadkich. Ich wydobycie i przetwarzanie, które ma miejsce głównie w Chinach, jest obarczone dużym zanieczyszczeniem środowiska. Następnie dochodzi kwestia utylizacji samochodu. Taki akumulator to jeden wielki elektrośmieć, który jest odpadem problematycznym. Nie wystarczy więc pojechać na złomowisko i pozbyć się tam samochodu. Nie ukrywajmy również, że żywotność samochodów elektrycznych jest niższa niż spalinowych. Aktualnie bez problemu znajdziemy na drogach 20-letnie samochody spalinowe. Wątpię, by samochody elektryczne dożyły tak „sędziwego wieku”, szczególnie na dzisiejszym poziomie technologicznym. Może w przyszłości się to zmieni.
Chyba Komisja Europejska nie przemyślała z początku, że rozpatrując „ekologiczność” danego rozwiązania, należy brać pod uwagę całą długość życia produktu – od procesu jego powstania, aż po utylizację. A więc samochód, który przez krótką część swojego życia będzie nawet ekologiczny (pod warunkiem, że będziemy go ładować prądem wyprodukowanym z OZE), stworzy większe zagrożenie dla środowiska niż jego spalinowy odpowiednik.
Na szczęście Komisja Europejska poszła w tym wypadku po rozum do głowy i dwa lata po wprowadzeniu zakazu odwołała go. Istotne dla tej decyzji było w głównej mierze dobro przemysłu motoryzacyjnego w Europie, które w innym wypadku mogłoby wiele stracić, szczególnie konkurując z chińskimi firmami.
Ekologiczne ogrzewanie
Obok transportu to ogrzewanie jest drugim największym czynnikiem odpowiedzialnym za zanieczyszczenie klimatu. Grzmią o tym nagłówki wraz z nadejściem każdej zimy. Kopciuch i inne piece oraz kotły na paliwa stałe stały się problemem. Żeby zachęcić obywateli do wymiany źródeł ogrzewania na bardziej ekologiczne, państwo wprowadziło specjalne programy dofinansowań takich inwestycji, m.in. Program Czyste Powietrze. W ich ramach można było uzyskać zwrot części kosztów poniesionych na kilka rodzajów źródeł ogrzewania. Jednak najbardziej preferowanym urządzeniem były pompy ciepła.
Również media donosiły o tym, że najbardziej ekologicznym rozwiązaniem i najbardziej przyszłościowym wyborem są właśnie pompy ciepła. Zgodzę się z tym jedynie w pewnym zakresie.

W polskich warunkach pompa ciepła ma sens jedynie wraz ze źródłem OZE, np. fotowoltaiką. Pobór mocy przez pompę jest na tyle duży, że w innym przypadku taka instalacja staje się stosunkowo mało opłacalna. W końcu ceny prądu w Polsce są jednymi z najwyższych w Europie. Poza tym, gdybyśmy do zasilania pompy ciepła wykorzystywali jedynie energię z sieci, zaprzeczylibyśmy ekologicznej idei tego rozwiązania. Powodem jest struktura energetyczna naszego kraju. Wciąż większość energii czerpiemy ze źródeł konwencjonalnych. Jest to analogiczna sytuacja, jak w przypadku samochodów elektrycznych.
Zastanówmy się, co by było, gdyby faktycznie pompy ciepła zdominowały rynek urządzeń grzewczych? Obecnie odpowiadają one za około 2% wszystkich zamontowanych urządzeń. Nie jest to dużo. A co, gdyby nagle ta liczba znacząco wzrosła? Biorąc pod uwagę, że z ogrzewania korzystamy głównie w miesiącach zimowych, kiedy dodatkowo słońca jest mało, wówczas system energetyczny musiałby produkować więcej energii przez około pół roku. Energia pochodziłaby pewnie z elektrowni konwencjonalnych, które w pozostałą część roku nie byłyby wykorzystywane w 100%. Zaznaczę tu, że oczywiście pompy ciepła mogą działać jako klimatyzacja, jednak nie wszyscy będą tę funkcję wykorzystywać.
Eko Unia
Mercosur to dość chwytliwe hasło z 2025 roku. Mianem tym określa się organizację gospodarczą skupiającą kraje Ameryki Południowej. Jednak w Europie, a także w Polsce, skrótowo określa się tak również umowę handlową podpisaną między Unią Europejską a Mercosurem. Głównym celem jest liberalizacja handlu, zniesienie ceł oraz ułatwienie wymiany handlowej między sygnatariuszami. W momencie ogłoszenia informacji o pracach nad umową i chęci jej podpisania, podniosło się larum, szczególnie wśród rolników. Bali się (i boją się nadal), że zwiększony import produktów rolnych i zwierzęcych z Ameryki Południowej zdestabilizuje polski i europejski rynek. Nie będę się tu wdawała w szczegóły i dokładne limity ustalone w umowie, bo nie to jest temat, który chciałam poruszyć. Ja chciałam porozmawiać o soi.
Tak, dobrze słyszysz. Soja, to zagadnienie, którego tematu nie porusza się w całych tych narzekaniach nad umową. A niesłusznie. I to bardzo. W dzisiejszym rolnictwie soja, a właściwie śruta sojowa, stanowi główne źródło paszy dla bydła i drobiu hodowlanego. Szkopuł jednak w tym, że nie jest ona uprawiana i przetwarzana w Europie. Przynajmniej nie w wystarczającym dla naszego rolnictwa stopniu. Sprowadzamy ją już od dawna z … krajów Ameryki Południowej!

Z kolei teraz, na mocy umowy handlowej z Mercosurem, nie określono limitów na import soi do UE. Limitów, które dotyczą praktycznie wszystkich innych produktów. „I jaki w tym problem?” można zapytać. Z ekologicznego punktu widzenia całkiem spory. Rosnące zapotrzebowanie na soję rodzi problem z pozyskiwaniem gruntu pod uprawę. W Ameryce Południowej znaleźli na to rozwiązanie: karczowanie i wypalanie na masową skalę cennych przyrodniczo terenów i terenów stanowiących niejako płuca Ziemi. Tak, okazuje się, że dewastacja amazońskich lasów, dżungli i tropikalnych lasów pod uprawę soi jest ważniejsza niż ochrona bioróżnorodności naszej planety.
Co na to Unia Europejska, która na sztandarach ma górnolotne ekologiczne hasła, neutralność klimatyczną i Zielony Ład? Kompletnie nic. W umowie z Mercosurem nie znalazły się zapisy, że importowana soja musi pochodzić z ekologicznych upraw. Z ekologicznych znaczy często droższych, a w handlu chodzi przecież o pieniądze i o to, żeby było tanio. Więc będzie – kosztem olbrzymiej degradacji środowiska i tlenu, którym wszyscy oddychamy. Nawet unijni biurokraci. Chyba, że oni, w przeciwieństwie do innych ludzi, potrafią oddychać soją.
Nabici w butelkę
W wielkich bólach narodził się w tym roku w Polsce system kaucyjny. Nareszcie, ponieważ jego wprowadzenie było kilkukrotnie przekładane w czasie. Poszliśmy w ślady innych krajów europejskich, w których od lat takie systemy obowiązują. Teoretycznie ze względu na zwiększone limity recyklingu określonych grup opakowań. A w praktyce?
O samym systemie kaucyjnym pisałam już jakiś czas temu. W artykule wyjaśniłam zasady jego funkcjonowania. Jednak od tego czasu trochę się zmieniło. W Polsce nie mamy jednego operatora systemu kaucyjnego lecz kilku. Wiele większych sieci handlowych stworzyło swoje systemy. Jak to wygląda w praktyce? Otóż klient kupuje produkt w opakowaniu oznaczonych symbolem systemu kaucyjnego. Ze względu na kaucję produkt ten jest droższy niż był przed wprowadzeniem jej obowiązywania. Jeśli klient zwróci opakowanie w określonym punkcie, otrzyma zwrot kosztów kaucji. W dokładne szczegóły nie będę się tu wdawała.

Problem jednak w tym, że niewiele jeszcze na naszych półkach sklepowych opakowań podlegających kaucji. Dlaczego? Ponieważ trwa okres przejściowy. W tym czasie producenci mają prawo wyprzedawać stary towar z magazynów, wnioskować o braku objęcia ich systemem kaucyjnym lub po prostu przeczekać do ostatniej chwili obowiązywania okresu przejściowego. Poza tym producenci często widzą w systemie kaucyjnym dodatkowe źródło pieniędzy. Kaucja na butelki plastikowe wynosi 50 groszy. Jednak często towar podrożeje dużo bardziej, żeby „zrekompensować” producentowi poniesione koszty.
Wprowadzenie kaucji uderzy jednak w gminy. Do tej pory zarabiały one na sprzedaży pozyskanych opakowań i materiałów zdatnych do recyklingu. Teraz, ze względu na chęć odzyskania przez konsumentów zapłaconej kaucji, do naszych koszy będzie trafiało mniej butelek i puszek. Z pewnością odbije się to w jakiś sposób na budżetach gmin. A pośrednio także naszych domowych budżetach. Gminy w obliczu zmniejszonej ilości odpadów, na których mogłyby zarobić, podniosą opłaty za śmieci.
A co z aspektem ekologicznym? W teorii poziom recyklingu odpadów się zwiększa, ponieważ producenci są zobowiązania do wykorzystania opakowań z recyklingu. Tak to przynajmniej działa w innych krajach. Jak będzie w Polsce? Zobaczymy, kiedy faktycznie okres przejściowy dobiegnie końca i program ruszy pełną parą.
Podsumowanie
To tyle i aż tyle odnośnie do moich przemyśleń o ekologicznych, a raczej pseudo-ekologicznych inicjatywach. Powyżej pokrótce omówiłam najbardziej uwierające mnie kwestie. Co oczywiste, zrobiłam to pobieżnie, bez zbędnego zagłębiania się w rdzeń każdego z zagadnień. Część z powyższych tematów doczekała się już co prawda szerszego omówienia, np. pompy ciepła oraz system kaucyjny. Wówczas starałam się zachować obiektywizm i skupić jedynie na wyjaśnieniu działania tych mechanizmów. Dziś postanowiłam sobie z kolei zaszaleć 😉
Tak jak już wcześniej wspomniałam – sekcja komentarzy na blogu pozostaje do Twojej dyspozycji i szczerze liczę na to, że podzielisz się swoją opinią na temat tego, co uważasz za naprawdę ekologiczne przedsięwzięcia, a co jedynie za ekościemy i niemające wiele wspólnego z ekologią mrzonki.