Szukaj
Close this search box.

Patologie polskiej energetyki

Na każdym możliwym kroku jesteśmy straszeni podwyżkami cen prądu, które spadną na nas jak grom z jasnego nieba już niebawem, bo od czerwca 2024 roku. Zresztą będzie to nie ostatni raz w najbliższych latach. Myślisz, że winne są rosnące ceny surowców energetycznych i embarga na rosyjski gaz i węgiel? Otóż nic bardziej mylnego. Jednymi z głównych winowajców są liczne patologie polskiej energetyki.

Spis treści dzisiejszego artykułu jest następujący:

  1. Kto zapłaci więcej?
  2. Co wpływa na ceny energii
  3. Drogi węgiel i inne surowce
  4. Podatki i opłaty
  5. Uprawnienia do emisji CO2 – EU-ETS
  6. Problem rynku OZE
  7. Odmowy przyłączenia OZE do sieci
  8. Dopłaty do cen energii
  9. Podsumowanie

Kto zapłaci więcej?

Zanim przejdę do wskazywania, gdzie leżą problemy polskiej energetyki i z czym są związane, odpowiedzmy sobie na następujące pytanie: „Kto zapłaci wkrótce za prąd więcej?”. Wszyscy Polacy, to jasne jak Słońce. Koniec sprawy, do widzenia, kropka. Właściwie nie do końca. To, że wszystkich dotkną po kieszeniach podwyżki cen prądu, jest oczywiste. Mniej oczywiste może być natomiast to, kogo dotkną one w większym stopniu. Okazuje się bowiem, że procentowo większe podwyżki opłat czekają zużywających najmniej prądu, czyli wg Forum Energii będą to te gospodarstwa domowe, które zużywają rocznie do 1500 kWh. Procentowo mniej od nich zapłacą ci, zużywający więcej energii elektrycznej. Ale jak to? Przecież to niezgodne z logiką, powiesz. Cała tajemnica tego fenomenu tkwi w opłatach składowych rachunku za prąd. A tych jest kilka. Żebyś wiedział, o czym mówię, zapoznaj się z artykułem pt. Jak czytać fakturę za prąd.

Część opłat zawartych w fakturze to opłaty stałe, niemające nic wspólnego z Twoim zużyciem energii, lub skorelowane jedynie z przedziałem zużycia. Opłaty te należą do szerokiej kategorii opłat dystrybucyjnych. Dlatego ich wzrost będzie bardziej odczuwalny dla osób, dla których stanowią one większy udział w całości rachunku.

Miej tylko na uwadze, że odnoszę się tu do podwyżek procentowych. Jeśli chodzi o wartości kwotowe, to oczywiście zużywający więcej energii elektrycznej zapłacą więcej.

Co wpływa na ceny energii elektrycznej

Zanim przejdziemy do punktowania wad polskiego systemu elektroenergetycznego i jego wpływu na nasze rachunki, zastanówmy się, co jeszcze ma wpływ na koszty energii elektrycznej:

  • Ceny surowców energetycznych. Do wytworzenia energii elektrycznej w konwencjonalnej elektrowni potrzebne są surowce. Ich cena na rynku może się wahać i podlegać okresowym zmianom. Kluczowe są tu koszty wydobycia lub pozyskania surowca, jego dostępność oraz ewentualny import. To dlatego między innymi po zerwaniu przez państwa europejskie kontraktów na węgiel i gaz z Rosji, ceny energii elektrycznej wzrosły.
  • Podatki i akcyzy. Żeby państwo mogło funkcjonować, potrzebne są pieniądze. Wpływy do budżetu realizowane są między innymi w postaci różnego rodzaju podatków i akcyz. Nie inaczej jest w przypadku energii elektrycznej. W cenie energii w Polsce „zaszyte” jest m.in. 23% podatku VAT i akcyza.
  • Prawa do emisji CO2. Spalanie paliw kopalnych powoduje emisję m.in. dwutlenku węgla. Żeby zachęcić krajowych wytwórców prądu do zmian źródeł wytwórczych oraz zmobilizować do unowocześnienia systemu, Unia Europejska wprowadziła mechanizm o dość długiej nazwie „Unijny system handlu uprawnieniami do emisji” w skrócie zwany obecnie EU-ETS. W uproszczeniu chodzi o to, żeby firmy emitujące CO2 (a takimi są elektrownie) musiały kupować prawo do tej emisji. Nie powinno dziwić, że docelowo to odbiorca końcowy płaci za te uprawnienia. Szczegółowo o tym piszę w artykule pt. Fit for 55 i Europejski Zielony Ład.
  • Koszty wytworzenia energii elektrycznej. W elektrowniach bazujących na energii słońca, wiatru, wody, geotermii lub atomie nie występują kopalne surowce energetyczne. Jednak prąd pochodzący z tych źródeł również kosztuje, współmiernie m.in. do ceny budowy danej elektrowni.

Są to najważniejsze czynniki wpływające na ostateczną cenę prądu. Powyżej podałam jedynie hasła i krótko omówiłam mechanizmy. Natomiast w kolejnych punktach szczegółowiej omówię, w jaki sposób aktualny system energetyczny Polski swoim stanem i latami zaniedbań narzuca obywatelom coraz wyższe koszty.

Drogi węgiel i inne surowce

„Polska jest węglowym zagłębiem.”, „Węgla w Polsce starczy na setki lat.”. Często słyszę takie głosy, które podnoszą się szczególnie wtedy, kiedy pojawiają się wzmianki o wygaszaniu kopalń i elektrowni węglowych. W hasłach tych nie ma jednak przesady. Polska faktyczne ma duże złoża węgla i na własne potrzeby mogłaby z nich korzystać przez dziesiątki, o ile nie setki lat. Jednak to nie dostępność, a cena wydobycia węgla jest największym problemem i najbardziej wpływa na ceny energii. Pokłady węgla znajdują się na coraz większych głębokościach, pensje górników są wysokie (na tle innych grup zawodowych), co w efekcie prowadzi do wzrostu cen węgla.

Swojego czasu Polska importowała stosunkowo tani węgiel z Rosji, jednak na mocy wprowadzonego embarga i sankcji, sytuacja ta dobiegła końca. Podobnie zresztą sytuacja wygląda z gazem. W tym przypadku Polska akurat nie ma dużych zasobów, więc większość tej substancji importowaliśmy ze wschodu. Chcąc zastąpić Rosję jako źródło gazu Polska, podobnie jak inne kraje Europy, zaczyna szukać innych dostawców. Mogą nimi zostać: Norwegia, kraje Bliskiego Wschodu lub USA. W przypadku tych dwóch ostatnich kierunków oczywistym jest, że gaz nie popłynie do nas (jeśli oczywiście go kupimy) rurociągiem, a będzie musiał przypłynąć statkiem w formie skroplonej. Taka operacja logistyczna zwiększa koszt surowca i wpływa na ostateczne ceny prądu uzyskiwanego z gazu.

O tym, z czego poszczególne kraje Europy wytwarzają swoją energię elektryczną przeczytasz w artykule pt. Produkcja energii elektrycznej w Europie.

Podatki i opłaty

Jak myślisz, w którym kraju Europy suma podatków, akcyz i opłat dodatkowych stanowi największy udział w ostatecznej cenie energii elektrycznej? Jasne, że w Polsce. Z niedawnego badania Eurostatu wynika, że Polacy oddają państwu w podatkach 49% ceny energii elektrycznej. Tymczasem średnia dla Unii Europejskiej wynosi nieco powyżej 19%. Spora różnica, nieprawdaż?

Sam VAT stanowi 23% kosztów prądu, a mógłby znacznie mniej. Brytyjczycy (co prawda są już poza UE) oraz Hiszpanie płacą 5% VATu, Grecy i Belgowie 6%, a Włosi 10%. U nas też mogłoby być zdecydowanie taniej. Zezwala na to dyrektywa rady Unii Europejskiej w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej, dopuszczająca możliwość obniżenia VATu na energię elektryczną do 5%. Jest tylko jedna grupa obywateli, której taka obniżka jest nie w smak. Są nią politycy i rządzący. W końcu im wyższe podatki, tym większe wpływy do budżetu, a w nim – jak wiemy, wiecznie brakuje pieniędzy.

Są jednak kraje w Europie, które myślą inaczej niż Polska i w których cena brutto energii elektrycznej jest niższa niż netto (brzmi trochę jak paradoks). Są to m.in. Irlandia, Luksemburg, Portugalia, Austria. Kraje te stosują obniżki VAT i ulgi dla gospodarstw domowych. Dokładne mapki i wykresy do powyższych danych znajdziesz w artykułach portali Energetyka 24Business Insider.

Obawiam się natomiast, że niezależnie od tego, która opcja polityczna będzie w Polsce u władzy, sytuacja z nadmiernym opodatkowaniem nie ulegnie poprawie. Nie dość, że opłaty te stanowią duży wpływ do budżetu, to jeszcze polska energetyka boryka się z problemami, zwłaszcza z przesyłem i dystrybucją energii. Obym się jednak myliła…

Uprawnienia do emisji CO2 – EU-ETS

Spalanie paliw kopalnych powoduje emisję gazów cieplarnianych, w tym CO2. Dlatego emisja gazów objęta jest pewnymi ograniczeniami. Firmy i przedsiębiorstwa, które emitują określone ilości CO2 w trakcie swojej pracy, zobowiązane są kupić uprawnienia do emisji. Handel nimi odbywa się na specjalnej giełdzie. Każde państwo otrzymuje od Unii określoną liczbę darmowych certyfikatów. Następnie elektrownie (o innych zakładach dzisiaj nie mówimy) odkupują w pierwszej kolejności od państwa certyfikaty po określonej na giełdzie cenie. Oznacza to, że państwo dostało coś za darmo, następnie to sprzedało i zainkasowało zysk. Stratę poniosła natomiast druga strona, czyli elektrownia. A właściwie nie elektrownia, tylko odbiorca końcowy, bo to na niego zostają przerzucone opłaty.

Co określony czas dozwolone limity emisji są stopniowo ograniczane, więc elektrownia, która nie zmieni sposobu wytwarzania energii na bardziej przyjazny środowisku, będzie musiała przeznaczać coraz większe fundusze na uprawnienia. Ten czas jest na tyle długi, by dać firmom możliwość wdrożenia zmian. Niestety polska energetyka dalej bazuje głównie na paliwach kopalnych, więc potrzebuje dużej ilości certyfikatów.

System EU-ETS jest mocno krytykowany przez polskich polityków mimo, że rząd na nich zarabia – w ciągu ostatnich lat było to około 90 mld złotych. I tu pojawia się największa patologia i przekręt. W założeniu unijnego programu 50% pozyskanej ze sprzedaży certyfikatów kwoty miała i nadal ma być inwestowana przez państwo w transformację energetyczną i unowocześnianie sieci elektroenergetycznej. I o ile czynione są pewne inwestycje na polu nowej mocy wytwórczej z OZE, o tyle linie przesyłowe i sieć są bardzo mocno niedoinwestowane. Najbardziej jest to widoczne na szczeblu lokalnym w sieciach niskiego i średniego napięcia (o szczegółach piszę w kolejnym punkcie).

To w takim razie na co państwo wydaje te pieniądze? Dobre pytanie. Poprzedni rząd „reinwestował” je w postaci dopłat do cen prądu. Czy to nie chore? Rząd daje nam dopłaty do drogiego prądu, który jest drogi między innymi dlatego, że rząd na nim zarabia dzięki certyfikatom, a my dostajemy pieniądze, które sami przed chwilą zapłaciliśmy. Nawet Bareja by tego nie wymyślił.

Problem rynku OZE

Zielona energia – hasło przemian energetycznych. W Polsce coraz więcej jest farm wiatrowych i słonecznych. Coraz więcej osób montuje na dachu fotowoltaikę, a już niedługo być może mikroturbiny wiatrowe. Moc wytwórcza z OZE wzrasta. Wszystko cudownie, przynajmniej na papierze i w Excelu. W praktyce okazuje się, że są dni, kiedy farmy wiatrowe i/lub PV wytwarzały tyle mocy, że mogłyby pokryć dużą część krajowego zapotrzebowania. „To świetnie” powiesz. Otóż niestety nie. W naszym systemie działają przecież jeszcze elektrownie węglowe, które są bardzo nieelastyczne. Znaczy to, że nie sposób w szybki sposób i w dużym stopniu obniżyć wytwarzaną przez nie moc, bez utraty parametrów jakościowych prądu. Pod tym względem zdecydowanie lepiej ze źródłami OZE współpracują elektrownie gazowe i atomowe.

W takim razie jakie remedium na nadprogramową energię z OZE mają Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE)? Otóż wyłączenia i obniżenia mocy zielonej energetyki. Mamy więc patologiczną sytuację, w której w wietrzny i słoneczny dzień zmniejsza się na siłę moc turbin i paneli tylko dlatego, że nie da się przyhamować elektrowni węglowych. Jednak to jeszcze nie koniec wariactwa. Farmy wiatrowe i fotowoltaiczne dostają potem rekompensaty za nieodebraną przez system energię.

Nawet gdyby jednak system odebrał nadmiar energii, to mogłoby to wpłynąć na bilans energetyczny i zaburzyć parametry jakościowe w sieci. W sytuacjach nadprodukcji kraj próbuje więc pozbyć się nadmiaru prądu, wysyłając go do ościennych państw. Tylko że w tym momencie inne kraje są w podobnej sytuacji i do eksportu prądu musimy jeszcze dopłacać.

Łatwo można by zaradzić tej sytuacji, inwestując w magazynowanie energii. Chodzi tu zarówno o magazynowanie samej energii jak i elektrownie szczytowo-pompowe. Jednakże zarówno jednych jak i drugich mamy w Polsce niewystarczającą ilość. A zdecydowanie lepiej byłoby na rozwój tych technologii przeznaczyć część ze wspomnianych wcześniej około 90 mld złotych ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2. Tylko że politycy i rząd musieliby zacząć patrzeć na nasz kraj perspektywicznie, a nie tylko w horyzoncie kolejnych wyborów. Inwestycje w technologie to długotrwały proces, a bonifikata odłożona jest w czasie. Znacznie lepiej sondażowo sprawdzają się chwilowe rozwiązania.

Odmowy przyłączenia OZE do sieci

W poprzednim punkcie poruszałam polskie problemy z OZE w kontekście całego kraju i systemu. Teraz skupię się na znaczeniu lat zaniedbań dla lokalnych prosumentów. Okazuje się, że mimo zainteresowania obywateli OZE i chęcią budowy mikroinstalacji na własnym podwórku, okoniem stają przepisy i dystrybutorzy. Rosnąca liczba odmów przyłączenia nowych instalacji prosumenckich robi wrażenie. W porównaniu z 2021 rokiem w 2022 r. liczba odmów wzrosła o 90%. Powód takiego stanu rzeczy omówiłam już w poprzednim punkcie  – niewydolność systemu elektroenergetycznego. Z jednej strony źródła OZE charakteryzuje niestabilność, która musi być zabezpieczana konwencjonalną energetyką. Z drugiej natomiast strony lokalna sieć dystrybucyjna często niewiele się zmieniła przez ostatnie dziesięciolecia i nie przystaje do nowych trendów. W wielu miejscach zapomniano, że wzrasta liczba ludzi chcących mieszkać poza miastami, na obszarach wiejskich. Część z tych osób chciałaby zainwestować w OZE. I w tym momencie mamy dwie możliwości:

  • sprzedawca energii odmawia przyłączenia wytwórcy do sieci wiedząc, w jakim stanie jest infrastruktura na danym terenie. Wie również, że zbyt mała liczba lokalnych transformatorów, zła jakość linii przesyłowych nie udźwignie nadpodaży wytwarzanej energii elektrycznej,
  • instalacja zostaje przyłączona do sieci, ale schody zaczynają się później. Zła jakość sieci i infrastruktury lokalnej powoduje, że w trakcie silnego nasłonecznienia i dużej liczbie prosumentów, parametry sieci zaczynają szaleć. Najczęściej jest to zdecydowany wzrost napięcia w sieci, przekraczający zalecane normy. Inwerter sterujący pracą instalacji dostaje informację o przekroczonym napięciu i wyłącza instalację. Słonko świeci, a nadmiar prądu do sieci już nie trafia. I potem zdziwienie takiego prosument, że mimo paneli na dachu musi płacić za prąd tyle co wcześniej.

Dopłaty do cen energii

Niejedna osoba może powiedzieć, że najprostszym rozwiązaniem problemu wysokich cen energii, będą dopłaty od państwa. Takie same, z jakimi mieliśmy do czynienia w postaci ochronnych tarcz. Moim zdaniem takie podejście nie rozwiąże jednak problemu i będzie jedynie pudrowaniem nieciekawego stanu faktycznego (żeby nie powiedzieć dosadniej). To trochę tak, jakby w ramach pomocy dać człowiekowi rybę zamiast wędki. Na krótką metę świetny pomysł. A co potem?

Idea dopłat ma dwa główne mankamenty (i wiele mniejszych):

  • Przede wszystkim kompletnie nic nie zmienia w złym stanie polskiej energetyki i podejścia rządzących do niej. Dodatkowo nakręca spiralę problemów i powoduje, że zachodnie kraje coraz bardziej nam „odjeżdżają”. A Polska pozostaje tym smętnym peronem, nad którym unosi się smog, a stojące przy nim panele PV i wiatraki mimo słońca i wiatru są odłączane od sieci.
  • Po drugie – rząd nie ma pieniędzy (wbrew temu co lubią mówić – najczęściej przed wyborami – politycy wszystkich ugrupowań). Kasa w budżecie pochodzi w większości z opłat płaconych państwu przez obywateli w postaci np. podatków. Oznacza to, że rząd dając nam dopłaty do rachunków energii lub stosując tarcze (co de facto jest dotowaniem zakładów energetycznych), drugą ręką wyciąga nam te pieniądze z kieszeni. I to każdemu bez wyjątku, niezależnie czy jest bogatym przedsiębiorcą, biednym emerytem czy pracownikiem etatowym.

Teraz mam nadzieję, że rozumiesz, dlaczego tak ważne jest jak najszybsze wprowadzenie zmian systemowych, pozwalających Polsce osiągnąć wolność i niezależność energetyczną. Zmian, dzięki którym nie będzie występowało wykluczenie energetyczne mniej zamożnych obywateli.

Podsumowanie

Zastanów się teraz, jak na tą dość już nieciekawą sytuację wpłynie ewentualna instalacja elektrowni atomowej? Obawiam się, że po jej instalacji nasze rachunki wcale nie staną się mniejsze. W końcu koszty budowy będą musiały się zwrócić w cenach energii.

Polska energetyka boryka się z wieloma problemami. Jednak zamiast spojrzeć na nie globalnie, naprawę i zmiany zaczyna się patrząc jedynie na wąski wycinek tortu. W dłuższej perspektywie nie jest to niestety skuteczne rozwiązanie. A nam obywatelom nie pozostaje nic innego, jak oszczędzanie ciągle drożejącego prądu i łapanie się za kieszenie.

Pytanie: tylko dlaczego?

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Chcesz mieć dostęp do większej ilości treści takich jak ta powyżej? Świetnie! W takim razie kliknij poniższy przycisk i zapisz się do newslettera. Będę informowała Cię na bieżąco, co w trawie piszczy.

Komentarze
Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments